Archiwum

Statystka

aktualności

SM6: 0%, nie chce mi się, mówiąc szczerze

Zaczęłam planować dwa nowe opka i rewrite'ować Percabeth i Szepty trochę odeszły na drugi plan, zwłaszcza że te nowe opowiadania są dla mnie mega ważne. Takie małe wyjaśnienie, dlaczego nie ma rozdziału.
09 czerwca 2017
Napisała:

Zapchajdziura IV. Famous Last Words

                Marie nie spodziewała się żadnej przesyłki. Od lat nie dostała ani jednej, dlatego ze zdumieniem powitała listonosza, który przybył z czymś innym niż wezwanie do zapłaty rachunków. Przyjęła list ze zmarszczonymi brwiami, widząc znajomy, ale jednak obcy charakter pisma, którym zostały zapisane dane adresata. Wbrew temu, co Marie myślała na początku, list rzeczywiście był do niej, to nie była żadna pomyłka. Marie Hill, Lavender Road 71/24, 05650, Lily Dale, Nevada, USA.
                Przeszła do salonu, gdzie otworzyła list, by wyciągnąć z niego złożoną na cztery kartkę. Z wahaniem ją rozłożyła i przy dźwiękach jednej z dawnych ulubionych piosenek zaczęła czytać.

Now I know
That I can’t make you stay

                „Wiesz, Marie, zawsze robiłam wszystko, by mieć Cię przy sobie. Starałam się być, gdy mnie potrzebowałaś, mogłaś zadzwonić w środku nocy i powiedzieć, że jesteś dwieście kilometrów od mojego domu i się boisz, a ja bym przyjechała. Chciałam być dla Ciebie najbliższą osobą. Przez jakiś czas nawet byłam. A potem… potem nagle przestałam nią być. To się stało nagle. Jednego dnia byłyśmy dla siebie najbliższymi osobami na świecie, a następnego już nie. Kolejnego dnia byłam już tylko jedną z wielu osób wokół ciebie.
                I teraz już wiem, że nie mogłam zrobić nic, by Cię zatrzymać. Stopniowo się oddalałaś, jednocześnie sprawiając wrażenie, że nic się nie zmienia. Ale ja to widziałam. Widziałam, jak moja ukochana Marie się odsuwa i nie mogłam nic zrobić. To bolało, wiesz?”

But where’s your heart?

                „Zaczęło się niewinnie, przynajmniej tak to wyglądało w moich oczach. Zaczęłaś się inaczej ubierać, odważniej. Wyciągnięte swetry zamieniły się w obcisłe koszulki, jeansy w krótkie, stylowe spódniczki. Wiedziałam, że miałaś problemy z pewnością siebie i ze swoją samooceną, więc taką zmianę przyjęłam z radością. Cieszyłam się, że moja Marie, jak zwykłam Cię nazywać, zaczęła lubić siebie. Skąd mogłam wiedzieć, że to będzie początek końca?”
                Marie wystarczyły jedynie dwa zdania, by zrozumieć, od kogo jest list. Minęło pięć lat, odkąd wyprowadziła się z Bostonu i zerwała kontakt z przeszłością i dawnymi znajomymi. Pięć lat, odkąd zostawiła przyjaciółkę, jedyną, jaką tak naprawdę kiedykolwiek miała. Szkoda, że wtedy nie miała tego świadomości. Szkoda, że dała się zwieść.

And I know
There's nothing I can say
To change that part

                Wiedziała, że już za późno, by próbować to zmienić. Wiedziała, że to przez nią rozpadła się jej przyjaźń z Audrey. To była jej wina. Wina jej braku zaufania, jej własnej głupoty.
                To ona nie była w stanie przyznać się przyjaciółce do tego, co się działo. Nie umiała wyznać, że zabrnęła w coś, w co nigdy nie powinna. Nie potrafiła powiedzieć, że nie umie z tego wyjść.
                Zamiast tego postanowiła się oddalić, licząc, że odsuwając się od Audrey i mamy, jej jedynej rodziny, będzie jej łatwiej. Cóż, nie było. Przeciwnie, było coraz trudniej. Audrey dawała Marie złudne poczucie bezpieczeństwa i pozornej normalności, które po jej stracie znikło.
                Mogło minąć pięć lat, ale Marie wciąż miała do siebie żal. Jednak co mogło to jedno uczucie w obliczu czasu, który minął od jej ostatniej rozmowy z Audrey? Nawet najbardziej gorliwy żal nie przywróciłby jej przyjaciółki. Nie mogła zrobić nic, by wrócić do przeszłości. Nie mogła zrobić nic, by ją zmienić.
So many
Bright lights, they cast a shadow
But can I speak?

                „Czemu to zrobiłaś, Marie? Martwiłam się, a Ty w jednej chwili zaczęłaś mnie odrzucać. Co zrobiłam nie tak? Zraniłam Cię? Skrzywdziłam? Cholera, ostatnim, czego bym chciała, byłoby zranienie Cię. Kochałam Cię jak siostrę, której nigdy nie miałam. A potem tę siostrę straciłam. A obiecywałaś na paluszek, że na zawsze będziemy razem”

I'm so weak
Is it hard understanding
I'm incomplete
A love that's so demanding
I get weak

                Marie z każdym kolejnym słowem coraz trudniej było powstrzymać łzy. Zorientowała się, że poległa, dopiero gdy kilka z nich spadło na kartkę zapisaną zamaszystymi czarnymi literami. Otarła je szybko, ale nie była w stanie czytać dalej. Poczucie winy przygniotło ją, sprawiając, że nie mogła oddychać.
                Z każdym kolejnym napisanym przez Audrey słowem uświadamiała sobie boleśnie każdy swój błąd. W jednej chwili miała ochotę napisać do dziewczyny, jednak na kopercie nie było adresu zwrotnego. Nie miała jej Facebooka, adresu, numeru telefonu… Nie miała nic.
                Naprawdę nie mogła zrobić nic, by to naprawić. Nie miała jak.

I am not afraid to keep on living
I am not afraid to walk this world alone

                „Minęło pięć lat, odkąd widziałam Cię ostatni raz. Początkowo byłam załamana, tęskniłam. Nie chciałam dopuścić do wiadomości, że mnie zostawiłaś. Przecież obiecywałaś. Na paluszek. A takich obietnic się nie łamie.
                Dlatego na początku miałam nadzieję, że robiłaś sobie jaja. Ale nie. Nie wróciłaś. Ignorowałaś moje próby kontaktu, a jeśli nawet na nie odpowiadałaś, były to obelgi. Dlaczego? Co takiego zrobiłam, Marie?
                Minęło pięć lat, a ja wciąż nie wiem. I szczerze? Nie chcę już wiedzieć. Nauczyłam się żyć bez Ciebie. Wcześniej byłaś dla mnie jak narkotyk, byłam od Ciebie uzależniona, ale teraz już nie jestem.
                I wiesz co? Nie boję się iść sama przez życie. Nawet jeśli początkowo miałam iść przez nie z Tobą, moją siostrą, to wiem, że teraz, samej, idzie mi się lepiej. Mimo to wciąż jesteś dla mnie jak siostra. Wciąż Cię kocham.
Audrey Hathaway,
Pamiętałaś moje nazwisko?”
                Oczywiście, że pamiętała. Natychmiast rozpoznała ją też na zdjęciu profilowym na Facebooku. Drżącymi palcami zaprosiła ją do znajomych. Jako miejsce zamieszkania wciąż figurował Boston.
Tik, tak, tik, tak. Czekała na zaakceptowanie, patrząc na sekundową wskazówkę zegara ściennego. Przesuwała się wolno. Zbyt wolno.

With words I thought I'd never speak
Awake and unafraid
Asleep or dead

Audrey Hathaway zaakceptowała Twoje zaproszenie. Napisz na osi czasu użytkownika Audrey.
Marie Hill: Cześć, Audrey. Tęskniłaś?
                Nie musiała długo czekać na odpowiedź.
                Audrey Hathaway: Kłamałabym, gdybym napisała, że nie.

                — Przepraszam, Audrey — szepnęła, patrząc na roześmianą brunetkę na zdjęciu profilowym. — Tak cholernie przepraszam.

______________________________
Hej, ludziki, macie trochę zmodyfikowaną moją historię, buziaczki.











5 komentarzy:

  1. Aż jestem w szoku. Szczęśliwe zakończenie tak dramatycznego szotixa!
    Z chęcią przeczytałabym coś więcej w tej historii. Serio, zaintrygowała mnie :D Szczerze mówiąc, na początku myślałam, że umieścisz akcję w jakichś latach 50/60 XX wieku, bardzo by klimatem pasowało. Ale nie narzekam. Fajno to, bardzo fajno było!

    Babcia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, czy szczęśliwe... Dobra, powiem, że nieważne, jak szczesliwie to wyglada z perspektywy Marie i takiego a nie innego zakończenia, ciąg dalszy wcale nie jest taki kolorowy. A jak chcesz usłyszeć więcej, to napisz kiedyś do mnie na priva na wattku, to ci poopowiadam, jak to było naprawdę, bez modyfikacji, jakie zrobiłam w prawdziwej historii :")
      Cieszę się ze się podobało <3

      Usuń
  2. Skąd taki pomysł na shota?
    Ogólnie świetny, cudowny, więcej takich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inspirowane moją relacją z moją byłą przyjaciółką. Cieszę się, że się podobało c:

      Usuń
  3. Hej siostruś :D.
    Ale to było piękne i smutne zarazem i wpadłam w doła, ale warto było <3.
    Jestem pod wrażeniem, świetnie ci to wyszło. Mam pytanie: mogłabym do ciebie napisać i poprosić o dalszą część historii? Zapowiada się naprawdę intrygująco ;). No i tym bardziej wzbudza emocje, że wydaje się być taka prawdziwa.
    Tak to już zresztą jest z opowieściami opartymi na prawdziwych historiach...
    Nie zauważyłam żadnego błędu, to było serio... dobre :D.
    Xoxoxo, i przygotuj się na rozdział u mnie ^^
    Do napisania ;).
    Annabell di Angelo

    OdpowiedzUsuń

Witaj, zagubiony użytkowniku internetu!
Nie wiem, co Cię tu sprowadziło: los, przeznaczenie... (durny koń?), ale proszę Cię o jedno: zostaw po sobie jakiś ślad - komentarz, obserwację, cokolwiek, żebym wiedziała, że nie kliknąłeś po kilku sekundach czerwonego "iksa" u góry.
xx,
V.

© Design by Agata for WS. Scroller, pattern.